RSS

Kościół Polski w Londynie

Z pierwszej


Temat: Śmichy chichy :)

Nazwa miejscowości (58 liter) jest najdłuższą zarejestrowaną nazwą administracyjną w Wielkiej Brytanii, najdłuższą istniejącą nazwą miejscowości, i trzecią najdłuższą nazwą geograficzną na świecie. W tłumaczeniu z walijskiego oznacza: Kościół Świętej Marii w dziupli białej leszczyny przy wartkim wirze wodnym oraz Kościół Swiętego Tysilio przy czerwonej jaskini. Dla ułatwienia nazwa często skracana jest do Llanfairpwll lub Llanfair P. G., co wystarczy by jednoznacznie odróżnić ją od wielu walijskich miejscowości nazwanych Llanfair.

Miejscowość, ze względu na swoją nazwę, jest częstym celem wycieczek turystycznych. Zwiedzający zatrzymują się na stacji kolejowej, by zrobić zdjęcie na tle tabliczki z nazwą, oraz odwiedzają centrum handlowe, gdzie można "podstemplować" paszport bądź pocztówkę pamiątkową pieczątką z pełną nazwą miejscowości.

Z nazwą miasta związany jest popularny w Walii dowcip:
– Halo! Tu Informacja Kolejowa. Czym mogę służyć?
– Dzień dobry. Chciałbym zasięgnąć informacji na temat pociągu relacji Londyn Euston - Llanfairpwllgwyngyllgogerychwyrndrobwllllantysiliogogogoch...
– Przepraszam, czy mógłby Pan przeliterować?
– Proszę uprzejmie: E-U-S-T-O-N.

Pracownicy kolei na wyspie Anglesey często proszą o prawidłową wymowę nazwy miejscowości, co jest warunkiem zakupu biletu na pociąg. Prawidłowa wymowa (transkrypcja na polski) jest mniej więcej następująca: Chlan wair puchl głyn gychl gogerych łyrn dorbuchl chlan tej si lijo go go goch





***

Wyczytałam tez pewną famę lub fakt- nie wiem, że oficjalna nazwa Bangkoku to Krung Thep Mahanakhon Amon Rattanakosin Mahinthara Ayuthaya Mahadilok Phop Noppharat Ratchathani Burirom Udomratchaniwet Mahasathan Amon Piman Awatan Sathit Sakkathattiya Witsanukam Prasit...
Powrót do góry
Źródło: biozoo.fora.pl/a/a,83.html



Temat: Witam - Seba25

Seba w Londynie jest polski kosciol na Elingu,tam znajdziesz polskojezyczna grupeAA

Ja jednak podziekuje, grupyAA nie sa dla mnie, ja sie tam nie czuje, wiec napewno nie pojde.
Źródło: alkoholizm.jawnet.pl/viewtopic.php?t=2589


Temat: Czat z ks. Markiem Dziewieckim - sobota 13 maja godz. 22.30
Witam Was bardzo serdecznie i pragnę zaprosić na sobotni czat o Maryi - Matce Boga, tym razem o godz. 22.30 czasu polskiego. Jest to kolejna, 25 rocznica zamachu na Ojca Świętego, Jana Pawła II na placu św. Piotra, z którego wyszedł obronną ręką Matki Bożej. Kule wydobytą z jego ciała włożono w koronę Matki Bożej Fatimskiej jako pamiątkę Jej obronnej interwencji. Chciałbym zaprosić Was do podzielenia się wrażeniami z ostatnich tygodni, między innymi z dni skupienia w św. Katarzynie oraz omówić propozycję programu najbliższych Rzepisk. W tym dniu gościmy wieczorem w naszym Kościele znanego polskiego aktora Krzysztofa Kolbergera, który zaprezentuje dzieło Jana Pawła II - "Tryptyk Rzymski".

Moja ostatnia nieobecność na czacie, za którą przepraszam, była spowodowana dość awaryjnym "w zastępstwie" udziałem w nocnym czuwaniu Polskiej młodzieży pod Londynem w Harlow. Miałem tam zaszczyt wygłosić katechezę "Przez Maryję do Chrystusa czy przez Chrystusa do Maryi" oraz celebrować piękną nocną Eucharystią o Dobrym Pasterzu. To był mój kolejny raz w Harlow, które jest raz na kwartał miejscem modlitewnych spotkań polskiej młodzieży z Bogiem i samym sobą. Świadectwo o nim dała Izabela na forum "Warto tam być". W czasie Eucharystii myślałem o Was, o wszystkich przyjaciołach bliskich i dalekich, dzięki którym moje kapłaństwo ma sens. Jestem ciekawy jak przebiegł czat, o czym mówiliście, co było wartością tego spotkania. W tym tygodniu ponownie będziemy gościć w Londynie ks. Marka Dziewieckiego, którego zaproszę na nasz wieczorny czat. Ale byłaby niespodzianka, gdyby przyjął nasze zaproszenie!

Rozmowę z ks. Markiem o psychologach i psychologii przeniosłem do forum dyskusje!

Z Mirkiem Teperem naszym administratorem forum uzgodniłem, że przekaże mi trochę administracyjnych atutów, stąd jak sami możecie się przekonać dokonują systematycznie przeglądu zawartości forum, pewnych zmian w układzie forum oraz poprawiam niektóre teksty od strony logicznej i ortograficznej. Często błędy są spowodowane literówkami lub zamianą poszczególnych liter i słów bez polskich czcionek. Przepraszam za moją interwencję w wasze teksty i być może nadanie im przypadkowo innego znaczenia. Z Mirkiem uzgodniłem, że forum w obecnym kształcie na pewno będzie funkcjonowało do końca tego roku a może przez najbliższy rok. W tym czasie chcemy przygotować nową, odrębną stronę, w nowej szacie graficznej zawierającą to co już powstało. Dziękuję wszystkim uczestnikom, zapraszam do twórczości i współpracy w nadawaniu kształtu i treści tego w końcu "malutkiego" forum. ks. Dariusz
Źródło: integrum-home.pl/forum/viewtopic.php?t=752


Temat: Drezno, czy było potrzebne?
Tak a propos tego co w tym wątku pisał gregski (zwłaszcza wypowiedź z poranka 22.09) - popieram ten punkt widzenia. "Chcieliście wojny, no to ją macie!"

Niemcy (nie wszyscy, żeby była jasność) rzeczywiście starają się wybielić pewne rzeczy ze swej historii. Jakieś 2 lata temu zaprzyjaźniony weteran Wehrmachtu ( :mrgreen: ) przysłał mi ksero artykułu niejakiego (niejakiej?) K. Kriwat, którego tytuł w tłumaczeniu na język polski brzmiał: "Czy Niemcy rozpoczęły terrorystyczną wojnę powietrzną?". Autor(-ka?) długo i zawile tłumaczył, że tak naprawdę Luftwaffe nie robiła nic złego. Tak w skrócie treść przedstawiała się następująco:

My, Niemcy, byliśmy tacy biedni :cry: :cry: :cry: . Zrzuciliśmy tylko kilka bomb na Guernicę (i to przez przypadek, bo miały wylądować na pozycjach wojsk republikańskich), na Warszawę (która była celem jak najbardziej wojskowym na drodze marszu Wehrmachtu) oraz na Londyn i Coventry (które były ośrodkami przemysłowymi)...


... A CI WREDNI ALIANCI, CI ZBRODNIARZE, CI PIRACI POWIETRZNI ROZPIEPRZYLI NAM DREZNO ZABIJĄC TYLKO W TYM JEDNYM NALOCIE 300 000 BOGU DUCHA WINNYCH CYWILI, BOMBARDOWALI SZPITALE I KOŚCIOŁY etc. :!: :!: :!:

Sorry, ale czytając coś takiego krew człowieka zalewa! Ewidentna nieznajomość (????) historii, naginanie faktów i ich ŚWIADOME FAŁSZOWANIE, przedstawienie siebie w korzystnym świetle (nie no - w Dreznie wcale nie było celem militarnym - poza kilkuset zakładami przemysłowymi produkującymi na potrzeby na Wehrmachtu nic tam nie było) to po prostu norma w tym artykule. Jakoś K.Kriwat zapomina, że Niemcy zrównali już 1 IX 1939 r. z ziemią pozbawiony kompletnie militarnego znaczenia Wieluń, a jedne z pierwszych bomb spadły tam na szpital z dużym symbolem Czerwonego Krzyża na dachu...

Mówi się dużo o pojednaniu polsko-niemieckim. Jestem jego zwolennikiem, ale nie ma pojednania bez wzajemności. Jeśli się w Niemczech mówi "Ich will Frieden" ("chcę pokoju"), a zapomina co robili Niemcy podczas DWS, to o jakim pojednaniu może być mowa :?: Za to, co Niemcy robili na ziemiach polskich w latach 1939-1945 nasz naród miałby święte prawo nienawidzieć ich tysiąc lat :!: Ja Niemców ani nie kocham, ani nie nienawidzę - po prostu próbuję zrozumieć. Czasem bywa to ciężkie :roll:


Na zakończenie podam pod rozwagę następujący fakt. Będąc w Krzyżowej (mieści się tam m.in. Międzynarodowe Centrum na rzecz Pojednania) w styczniu b.r. na warsztatach polsko-niemieckich byłem m.in. dwukrotnie w tamtejszym pałacu. W holu na dole zaciekawił mnie krzyż wiszący w niszy. Była to kopia tzw. "Krzyża z Coventry". Obok były ulotki informujące o tym, co to jest. Otóż po tym, jak Niemcy zbombardowali w nocy z 14 na 15 listopada 1940 r. Coventry, proboszcz zruinowanej katedry Richard Howard umieścił na ocalałej ścianie chóru napis: "Ojcze wybacz". Na ołtarzu nowej katedry w Coventry stoi dziś oryginalny krzyż, zbudowany z ocalałych po pożarze gwoździ budowlanych, którymi zbite były wcześniej belki stropowe katedry. Z pozostałości po zniszczeniu powstał symbol przebaczenia. O niemieckim odpowiedniku tego krzyża jakoś nie słyszałem...

PS Cytat z wytycznych Luftwaffe do nalotu na Warszawę 25 IX '39: "Es kommt darauf an, bei dem 1. Angriff weitgehende ZerstĂśrung in den dicht besiedelten Stadtteilen zu erreichen". Tłumaczenie: "CHODZI O TO, ABY JUŻ PRZY PIERWSZYM ATAKU DOKONAĆ DUŻYCH ZNISZCZEŃ W GĘSTO ZALUDNIONYCH CZĘŚCIACH MIASTA". No, ale przecież K.Kriwat pisze, że Warszawa była celem militarnycm, więc te gęsto zaludnione dzielnice też były obiektami wojskowymi...
Źródło: forum.historia.org.pl/index.php?showtopic=751


Temat: Utopić smutek wygnania
Z Wysp do kraju wracają rozpite ludzkie wraki – prosto do klinik leczenia uzależnień.

W tureckim sklepie spotykam Polaka, który przyszedł po piwo. "Też z Polski?" – pyta: widzę, że mnie rozpoznał, chociaż nie wiem po czym...

- Janek jestem - ściska mi rękę. Podaję niechętnie, bo jedzie od niego na kilometr. Boję się, że będzie chciał pożyczyć ode mnie pieniądze. Ale nie: on wyciąga czteropak Żywca z lodówki. Robi sprzedawcy aferę o cenę piwa, używając najpopularniejszego polskiego słowa. Sprzedawca jest wściekły, bo akurat to słowo mniej więcej rozumie, a w każdym razie wie, że nie jest to nic miłego. Wstydzę się za "kolegę". Na Wyspach pełno jest takich Polaków.

Z Polakiem się nie napijesz?

Polacy zawsze znajdą powody do picia. Piją, bo nie mają pracy. Piją, bo mają pracę i ich stać. Piją, bo tęsknią za rodziną i ojczyzną. Piją, bo chcą zapomnieć o tym, że tęsknią. Piją, bo polskie piwo jest najlepsze na świecie - lepsze niż angielskie siuśki. Młodzi piją, bo wyrwali się ze swoich domów, czują się wolni i wreszcie mogą pić. Starzy piją, bo przyjemnie jest się wieczorem napić po pracy z kolegami, zwłaszcza jak wszyscy mieszkają na kupie.

Anglia nie jest krajem sprzyjającym niepiciu. To nie Skandynawia. Zresztą nawet w Skandynawii nie radzą sobie z problemem alkoholizmu. W Anglii jest jeszcze gorzej niż na północy Europy. Przygotowany niedawno na zlecenie brytyjskiego rządu raport nie pozostawił złudzeń w tym względzie i kompletnie załamał premiera Gordona Browna: wśród młodych ludzi w Wielkiej Brytanii alkoholizm osiągnął zatrważające rozmiary. W kraju pubów Polacy mają swoje specjalne puby dla Polaków, w których chętnie spotykają się z innymi Polakami. "Z Polakiem się nie napijesz...?" i piją: jak Polak z Polakiem...

Jak grzyby po deszczu

Alkoholizm daje się wyleczyć. Jest co najmniej kilka sposobów, aby wyrwać się ze szponów nałogu, przestać pić i wrócić do normalnego życia.

W Edynburgu została uruchomiona pierwsza grupa anonimowych alkoholików z Polski. W Londynie w kościele na Windsor Road od wielu lat spotykają się również ci, którzy chcą wyzwolić się z alkoholizmu. Zajmuje się nimi ksiądz Dariusz Kwiatkowski, który jest w Londynie duszpasterzem osób uzależnionych. Grupy Anonimowych Alkoholików istnieją przy parafii w Ealingu od dawna. Jak twierdzi ks. Kwiatkowski, jeszcze kilkanaście lat temu przedział wieku zgłaszających się tam osób był znacznie wyższy i wynosił około 50–60 lat. Oznacza to, że zwykle dopiero po mniej więcej 30 latach picia alkoholicy wpadali w kryzys i zaczynali coś z tym robić. Dziś na spotkania przy parafii przychodzą ludzie w wieku 25–40 lat, zarówno kobiety, jak i mężczyźni, co oznacza, że obecnie ludzie znacznie wcześniej uświadamiają sobie, że coś jest nie tak z ich piciem . Duszpasterz osób uzależnionych w Londynie twierdzi, że każdego tygodnia odbiera 5 – 6 telefonów od ludzi potrzebujących pilnej pomocy. Mogą tam zadzwonić bez żadnych obaw. Ksiądz Dariusz podkreśla , że grupy wsparcia nie są grupami religijnymi lecz mają własny program duchowy, pomagający ludziom uniezależnić się od alkoholu.

Każdy ma szansę

W Polsce jest wiele ośrodków, które niosą pomoc ludziom uzależnionym. Leczy sie tam wielu pacjentów z zagranicy, w tym Polacy wracający z Wielkiej Brytanii.

- Mieliśmy takich pacjentów, którzy uczyli się tutaj polskiego – wspomina Włodzimierz Glinka z Prywatny z Ośrodka Kompleksowego Leczenia i Terapii Uzależnień w Janochach koło Ostrołęki. Jest lekarzem medycyny i pełni funkcję dyrektora placówki. - Jeżeli spotkasz na swej drodze człowieka uzależnionego to wiedz, że potrzebuje on profesjonalnego i kompleksowego leczenia – twierdzi. - Samoleczenie lub korzystanie z półśrodków nie daje pożądanych rezultatów, a stawką jest zdrowie i życie człowieka – ostrzega. Ci, którzy nie spróbowali leczenia, nie wiedzą, co im jest, jak mogą sobie pomóc. Bez podjęcia leczenia szanse na wyzdrowienie są znikome.

Zalecany cykl leczenia choroby alkoholowej wynosi osiem tygodni. Pacjent przez 24 godziny jest pod opieką lekarza, pielęgniarki i terapeuty. Równocześnie z terapią farmakologiczną prowadzone są przez doświadczonych i odpowiednio wykwalifikowanych profesjonalistów psychoterapie zarówno grupowe jak i indywidualne.

Po zakończeniu podstawowego programu terapii ośrodki utrzymują stały kontakt z pacjentami. Organizują na przykład sesje zapobiegania nawrotom choroby. Proponują też odpowiednie bloki terapeutyczne dla absolwentów ośrodka, ich rodzin oraz innych trzeźwiejących alkoholików.

Po zakończeniu terapii pacjent wie, czego powinien unikać, umie rozpoznawać sygnały ostrzegawcze.

- Choroba idzie obok, a pacjent musi dalej sam kontynuować terapię, korzystając np. z grup wsparcia - mówi Włodzimierz Glinka. Podkreśla przy tym, że każdy ma szansę na abstynencję, bo każdy jest kowalem swego losu; każdy rokuje dobrze, ale wszystko zależy od niego.

Źródło: Laif
Źródło: cafemirenium.kylos.pl/viewtopic.php?t=7612